Kategorie: Wszystkie | sztuka nowoczesna
RSS
czwartek, 08 września 2011
Bogacka, w odpowiedzi.

Umieszczam ten wpis jako odpowiedz na komentarz pod poprzednim postem. Miałam odpowiedzieć komentarzem, ale wyszło z tego jakieś wyoracowanie.

 

Jasne, że sex od zarania dziejów był środkiem zdobywania władzy i pieniędzy. Nie w tym rzecz. Rzecz w tym, że kiedyś, przynajmniej tak mi się wydaje, ludzie mieli jakieś standardy, czy próbowali sprawiać jakieś pozory.

Wystawa "Rzeczywiście Młodzi Są Realistami" zawierała cykl "Agata 2001" zawierający cztery obrazy. Trzy z nich to portrety nagich mężczyzn chwilę po zbliżeniu, którym w kadrze obrazu kolejno towarzyszy ręka z telefonem komórkowym, obute stopy i odwrócona głowa. Na czwartym obrazie widzimy Bogacką leżącą na podłodze ubraną tylko w bluzkę i buty obok niej leży telefon komórkowy. Jest zastygła, jakby martwa z szeroko otwartymi oczami i dowiadujemy się, że dłoń, stopy i głowa widoczne na pozostałych trzech obrazach to Bogacka z czwartego obrazu. I może nie chodzi tylko o to, że sex jest narzędziem, ale o to, że stał się banalny, rozwiązaniem na chwile nudy, niewiele znaczący i mało przyjemny, obowiązkowy w krótkotrwałych związkach czy przypadkowych kontaktach. To jest okropne, smutne i niesprawiedliwe, że nikt na nikogo nie czeka, bo jak 'nie dasz' to znajdę kogoś innego. Jak znaleźć coś znaczącego w morzu beznadziejności i powierzchowności? Bogacka tu jest tylko kolejną artystką pokazującą uprzedmiotowienie i ulęgłość kobiety szukającej, czegoś znaczącego, a znajdującą jedynie pustkę. I być może z własnej woli podkłada głowę do ścięcia, ale właśnie w tym rzecz, że pożądanie seksualne jest tak powszechnie jawne, cyniczne i przedmiotowe, że często sami nie potrafimy inaczej. Samotność jak miłość, potrafi mocno oślepić, a takich, którzy chcą nas wykorzystać w chwilach słabości jest więcej niż tych, którym potencjalnie może na nas zależeć. W doświadczeniu między pokoleniami różnica jest taka, że z wiekiem zwykle nabieramy wiedzy i siły, zrozumienia, że nie należy się ludziom poddawać i że można lepiej lub inaczej. Młodzi realiści Bogackiej to ludzie szukający znaczenia w życiu błędną ścieżką, bo Bogacka w swoich obrazach jest ekshibicjonistyczna nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Pokazanie sie nago to żadne wyzwanie, przyznanie sie do słabości, smutku, zagubienia i kruchości wymaga odwagi. Bogacka wielokrotnie mówiła o tym, że bała się sie pokazać ‘Realistów’, ale potrzeba oczyszczenia była silniejsza.

Myślę, że każdy artysta jest ekshibicjonistą emocjonalnym. Bez potrzeby obnażania siebie można malować jelenie na rykowisku i kwiaty w wazonie, pokazywanie golizny bez emocji to pornografia albo prowokacja w zależności od kontekstu. Bogacka golizny nie pokazuje by pokazać goliznę, ani po to by nią prowokować. Jej nagość jest przenośnia w dosłowności. Ja za tę szczerość i ekshibicjonizm ją cenię, za to rzyganie realizmem.

Wyobrażam sobie Bogacką malującą, która wstaje w południe i rozczochrana z kubkiem kawy idzie do pracowni gdzie w pidżamie siedzi do późna w nocy pochłonięta malowaniem. Jak tydzień za tygodniem pracuje nad jednym płótnem, na którym w efekcie końcowym, prawie nic nie ma. Redukuje tła, zostawia tylko to, co najistotniejsze. Usuwa meble, okna, bransoletki, zegarki, spinki. Liście na drzewach są jednolitą plamą koloru. Przyglądając się jej obrazom z bliska widać, że to ewolucja, bo autorka chyba nawet nie stara się ukrywać warstw farby, które zamalowuje. Grube warstwy gęstego akrylu, którymi się posługuje nie są zdrapywane, jeśli nie potrzebne, zostają zwyczajnie zamalowane i pozostawiają widoczne ślady, tym bardziej widoczne, gdy są zakryte dużą jednolitą plamą koloru. Można umniejszać znaczenie jej minimalizmu, mówić, że jest graficiarska i komiksowa, ale porównywanie jej obrazów, wysiłku i emocji, jakie w nie wkłada do kolesia, który wyskoczył wieczorem na ulicę i odrysowuje swój cień sprayem na murze jest cokolwiek błędne i chyba obraźliwe.

Ale może jestem stronnicza…

niedziela, 04 września 2011
Rzeczywiście, Młodzi Są Realistami.

Agata Bogacka

O twórczości Agaty Bogackiej mogłabym mówić godzinami. Bogacka jest obecnie moim nr 1 pośród ulubionych artystów. Wzrusza mnie i pochłania, jej obrazy są proste, ale skomplikowane, obnażające, a nawet gdzieś tam perwersyjne. O Bogackiej przeczytałam chyba wszystko, co znalazłam w internecie i prasie. Recenzje, wywiady, notki i opisy. Prawdopodobnie potrafię nazwać z pamięci większość jej obrazów.

Wśród ulubionych na pierwszy plan zawsze wysuwa sie "Rzeczywiście, Młodzi Są Realistami”, na którym widzimy samą malarkę 'przeglądającą' się w lustrze. Na obrazie siedzi ona przed lustrem z rozwartymi nogami i przygląda się odbiciu lustrzanemu, delikatnie to ujmując, swoich miejsc intymnych. W moich oczach to bardzo smutna praca. Sam tytuł mówi, dlaczego. Bo tak właśnie jest w obecnym świecie, że mało kogo obchodzi jakie tajemnice nosisz w sercu i którędy podążają twoje myśli gdy widzisz klucz gęsi odlatujących na południe. Koniec końców każdy chce po prostu użyć. Zainteresowanie drugą osobą nie wybiega poza to, czy jest na tyle atrakcyjna by jej pożądać lub czy jest na tyle cenna by chcieć ja posiąść, bo w ten sposób będzie można odebrać coś innym, zyskać na statusie. Bo dla większości młodych ludzi kluczową sprawą określającą twoją wartość jest to czy, jak i z kim uprawiasz seks. Bo jak nie uprawiasz to coś jest z tobą nie tak. Bogacka na obrazie patrzy na jedno z dwóch największych narzędzi do zyskiwania władzy i statusu.

To jest okropnie, okropnie smutna zniechęcająca rzeczywistość. 

sobota, 03 września 2011
Znowu Bałka

CSW w Warszawie

W ubiegłym roku będąc w Warszawie widziałam wystawę "Rzeczy Budzą Uczucia" w CSW. Samą wystawą i Ujazdowskim zajmę się w innym poście, bo było to coś, co długo będę pamiętać, nie koniecznie ze względu na wspaniałości. Tu chciałabym napisać o jednej z prac Mirosława Bałki, która była częścią ekspozycji. "Mydło Na Sznurku”, jest to dosłownie mydło na sznurku, konkretnie wysuszone, zużyte kawałki mydła nawleczone na sznurek, tworzące długi, pewnie na dwa metry lub więcej, łańcuch. Na sznurze znajdziemy wszystko począwszy od mydła szarego, poprzez Dove, a skończywszy na prostokątnym bloczku z dziurką, jakie niegdyś można było znaleźć (przy dużej dawce szczęścia), w toaletach pociągów PKP. Jednak nie istotne jest, co to za mydło i jak pachnie, bo pachniało mydłem, istotne jest to, że w pierwszym momencie ta praca mnie rozśmieszyła, w drugim momencie zawiodła, później długo byłam zaintrygowana, lecz niezachwycona, bo nie rozumiałam kompletnie, co miało mi to mydło uświadomić. I tak było do dziś, a rozwiązanie jest takie proste, że aż zbyt oczywiste. Bo w mydle na sznurku chodzi o przemijanie, prawda? Może nieprawda, a mnie znowu umknęło, ‘co autor miał na myśli'.

 

Zdjęcia pobrane z Joanne Mattera Art Blog

Kontener, czyli projekt "How It Is"

Hala Turbin, TATE Modern

To smutne, że 9 na 10 razy, gdy opowiadam komuś o kontenerze Mirosława Bałki, czyli instalacji zatytułowanej „How It Is” (Jak To Jest), słyszę śmiech i lekceważenie. Mój 'ulubiony' komentarz to, "Nie muszę iść do galerii by przeżyć coś takiego, jak byłam mała grałam w ciuciubabkę". Ja pojmuję, że można nie rozumieć sztuki, że sztuka może nie interesować, ale czasem... Czasem mam ochotę po prostu krzyczeć i kopać ze złości.

Czym jest kontener? Jest to dosłownie kontener, taki, w jakim transportuje sie dobra np. na statkach. Wydawał mi się dużo większy, ale nie mam porównania, bo nigdy nie widziałam z bliska takiego kontenera, ani załadowanego kontenerowca. Kontener, którego Bałka użył w instalacji jest w środku wyłożony czarną, miękką tkaniną pochłaniającą światło. Wchodzi się do niego po pochyłej platformie. Z każdym krokiem, który pokonujemy wewnątrz, jest coraz mniej światła. Przez pierwsze pięć kroków jeszcze widzimy osobę przed nami, wyciągniętą rękę czy swoje stopy, ale bardzo szybko przestajemy widzieć cokolwiek. Jest duża szansa, że instalację będzie z nami 'zwiedzać' w tym samym momencie sporo innych osób. Na tym właśnie polega geniusz kontenera. Jak się zachowasz będąc w środku, gdzie nic nie widzisz, nie wiesz, jaka odległość dzieli cię od ścian, do kogo należą głosy wokół ciebie? Wewnątrz możemy złapać kogoś za rękę i przeżywać kontener razem, możemy wieść dłonią po ścianie i pomału kroczyć przed siebie, możemy też ruszyć bez lęku i śmiało iść do przodu. Wreszcie trafiamy na ścianę, która jest gładka, ciepła i delikatna w dość chłodnym i ciemnym wnętrzu kontenera.

Kontener widziałam w Londynie w galerii TATE Modern w marcu 2010r. Prostota i genialność tej instalacji, na którą w pierwszym momencie zupełnie nie zwróciłam uwagi, pokazała mi coś, czego wcześniej do końca nie rozumiałam. To, że sztuki nie należy widzieć tylko oczyma. Byłam świadoma, że sztukę trzeba rozumieć, bo nie na każdym obrazie są ładne kwiatki i nie każda wyrzeźbiona pani ma piersi jak Nike z Pomnika Bohaterów Warszawy, że najmniej istotne w sztuce jest to czy znajdujemy ją ładną. Dotychczas często miałam z tym problem, gdyż nie rozumiem kolorów, perspektywy i proporcji, więc otaczający mnie świat postrzegam głównie przez pryzmat subiektywnego poczucia estetyki. Jestem świadoma ich wpływu i przeznaczenia, ale jednocześnie są dla mnie zupełnie abstrakcyjne w swoim istnieniu, jak wskazanie różnicy między smakiem waniliowym i migdałowym. Na szczęście, życie wynagrodziło mi braki w postaci dość szalonego, specyficznego sposobu postrzegania, więc znajduję jakiś balans, ale to tylko taka dygresja. Do rzeczy, projekt ‘How It Is’ był moim kamieniem milowym, olśnieniem. Otworzył mi w głowie i w sercu nową szufladę zrozumienia i postrzegania. Wspinając się na pochyłą platformę prowadzącą do wnętrza obiektu, wiedziałam mniej więcej, czego się spodziewać, czym jest ta instalacja fizycznie, ale emocje, które we mnie zabuzowały, gdy znalazłam się w środku były czymś, czego się zupełnie nie spodziewałam. Gdy zaczęło brakować światła, zamknęłam oczy, opuściłam głowę i wyciągnęłam prawą rękę w bok by dotknąć ściany względem, której się poruszałam. Gdy poczułam delikatność powierzchni pod palcami poczułam jednocześnie radość, strach i zaskoczenie. Postanowiłam poruszać się z ręką wyciągniętą nieco przed sobą, ale jednocześnie dotykając nią ściany by na nic nie wpaść. To takie trochę irracjonalne, bo miałam świadomość, że kontener jest pusty (oczywiście poza innymi zwiedzającymi). Otworzyłam oczy i nic absolutnie nic nie widziałam, miałam wrażenie, że w te kilka minut rozwinę w sobie nadprzyrodzoną moc świecenia oczami, mój mózg tak bardzo chciał coś zobaczyć. To nie była pochmurna noc z dala od świateł miasta, ciemna piwnica czy bunkier. To była ciemność, do jakiej oczy nie potrafią się przystosować.  Te 10 metrów, które musiałam pokonać będąc w środku wydawało się trwać w nieskończoność, a ja głównie odczuwałam uświadamiający lęk, oczyszczenie i mimowolnie musiałam uśpić wewnętrzną, przemożną potrzebę kontroli.

Podobno zupełnie przeoczyłam właściwy przekaz tej instalacji, ale już teraz ma to niewielkie znaczenie.